Die Große Kampagne

Teil V

W drodze przez Imperium

20 Sigmarzeit – 10 Sommerzeit 2510

Zamach

„Nad Geshburg wraz z burzowymi chmurami nadeszła noc. Wszyscy mieszkańcy po trudach dnia opadli w kojące ramiona snu. Wszyscy, a przynajmniej ci prowadzący dzienny tryb życia, gdyż reszta właśnie budziła się do życia.
Ulice patrolowali strażnicy z latarniami wołając, że jest już północ i panuje spokój. Tymczasem przez uśpione miasto przenikał cień. Z dachu na dach zbliżał się do swego celu, a gdy dotarł na odpowiedni dach i zbliżył się do odpowiedniego okna zamarł w bezruchu nasłuchując. Doszedł go jedynie dalekie wołanie strażnika pilnującego mostu, aby go nie ukradli.
Podszedł do okna z zamkniętymi okiennicami, co jednak nie stanowiło dla niego problemu. Wyciągnął ostrze numer 3 i spokojnie otworzył okiennice. Mimo niemal całkowitych ciemności widział dwa łóżka i słyszał, że śpią w nich dwie osoby. Prosta robota.
Podszedł do łóżka, w którym spał jakiś człowiek i wyciągając ostrze numer 5 przyłożył prosto do jego serca, drugą zaś ręką był gotowy zakryć mu usta by umierając nie wydał z siebie żadnego odgłosu. Wszystko poszłoby bez najmniejszego problemu, gdyby nie to, że człowiek najwyraźniej na skutek koszmarnego snu obudził się…”

Gorim obudził się chwilę przed tym nim ostrze skrytobójcy ze świstem przecięło powietrze by zamordować… poduszkę. Krasnolud sam zdziwił się, że umknął przed śmiertelnym ciosem, lecz nie miał czasu na rozmyślania, gdyż tajemniczy zamachowiec jął zadawać kolejne ciosy. W ciemnym pokoju rozgorzała walka, lecz nawet odgłosy walki i krzyki Gorima, nie potrafiły zbudzić spiącego obok niziołka. Dopiero gdy rzucony siłą ciosu skrytobójca uderzył w jego łóżko Oskar obudził się.

Widząc to zamachowiec umknął przez okno i zaczął uciekać po dachach kamienic. Zarówno Gorim jak i dopiero co obudzony niziołek ruszyli w pościg. Niestety zabójca był od nich szybszy oraz bardziej zwinny co sprawiło, że szybko się oddalał od pościgu. I byłby uciekł i rozpłynął się w mroku nocy, gdyby się nie potknął podczas przeskakiwania z jednego dachu na drugi. Gdy bohaterowie ciężko dysząc podeszli na brzeg dachu zobaczyli martwe ciało w czarnej szacie jakieś 10m niżej.

Niestety przeszukanie ciała nie dało im odpowiedzi kim był zabójca i dlaczego komuś zależy na ich śmierci.

Wyprawa

Nazajutrz w Gildii Magów otrzymali kolejne zadanie. Z zdobytych w Althausen dokumentów dowiedzieli się, że szkatułka została najprawdopodobniej wywieziona do Neustadt w Averlandzie, gdzie ta dziwna organizacja miała jakąś swoją siedzibę. Niestety magowie nie chcieli odpowiedzieć na ich pytania o to z kim mają do czynienia, ale sowita zapłata jaka miała ich czekać wynagradzała wszystko. Poinformowano ich również, że w miasteczku Ellwangen położonym na brzegu Górnego Reik dołączy do nich czarodziej, którego pomoc może okazać się nieodzowna w toku ich dalszej podróży.

Droga do Heideck miała potrwać około dwudziestu dni, dlatego też zabrali z sobą duże zapasy, zadbali również o odpowiednie odzienie i stan broni po czym ruszyli w drogę. Z Geshburga wzdłuż rzeki Söll przeszli przez Wittenhausen do Pforzen, gdzie po drodze napadli ich bandyci, lecz bez problemów odparli ich atak. Następnie 30 dnia Sigmarzeit przybyli do Starg gdzie zatrzymali się na dwa dni z powodu wielkiego targu, by później wzdłuż Górnego Reiku dotrzeć pierwszego dnia miesiąca Sommerzeit do miasteczka Ellwangen.

Nie było to wielkie miasto, ale otoczone murami i z własnym portem rzeczym nie było byle mieściną. Od razu też udali się pod wskazany adres by spotkać rzeczonego maga i jak wielkie było ich zdziwienie, gdy okazała się nim kobieta – Ismena von Wagenberg. I tu znów musieli przeczekać dwa dni aż czarodziejka się wybierze. Dalej jednak poszło już im sprawnie i gdy w Ballenhof przepłynęli na wschodni brzeg rzeki znaleźli się w Averlandzie.

Wędrowali tak przez Agbeiten do Bernloch, gdzie po drodze musieli zmierzyć się z natarczywym trollem, który zaatakował ich w lesie aż 6 dnia tego miesiąca dotarli do Neustadt. Miasto to położone przy starej krasnoludziej drodze wiodącej od Talabheim na północy aż do Przełęczy Czarnego Ognia na południu było otoczone wysokimi murami i posiadało tylko jedną otwartą bramę przy której tłoczył się tłum próbujący się dostać do miasta, więc niestety swoje musieliście wyczekać.

Neustadt

W samym już mieście zakwaterowaliście się w karczmie “Pod osikowym kołkiem”, która była dość drogim lokalem, ale skoro płaciła Ismena z pieniędzy Gildii Magów to nikt nie protestował. Wtedy też czarodziejka wtajemniczyła ich w dalszą część planu. Otóż magowie dowiedzieli się, że w Neustadt znajduje się jedna z głównych siedzib organizacji, która czarodziejka nazywała “Kultem”. Ich zadaniem było dostać się do tej siedziby i wykraść szkatułkę… czyli jak zwykle prościej wymyślić niż wykonać.

Po przeprowadzeniu rozeznania okazało się, że siedzibą kultu był porządny dom mieszczański w centrum miasta, w którym stale przebywało nie więcej niż troje osób. Wyczekali więc aż nadarzyła się okazja i większość tych osobników opuściła lokal i pod osłoną nocy uderzyli. Z początku szło jak z płatka bowiem zaskoczyli drzemiącego przy wejściu strażnika i dotarli nawet spokojnie na drugie piętro, gdzie zdybali starszego człowieka siedzącego samotnie w biblioteczce.

Nie próbował nawet stawiać oporu i gdy mocniej go przycisnęliście zaczął gadać. Powiedział Wam, że żadnej szkatułki tu nie było więc na pewno zawieźli ją do zamku Minas Anghen na południu lecz nim powiedział coś więcej do pokoju wkroczyło dwóch ludzi. Rozpoczęła się walka w trakcie której przesłuchiwany wcześniej członek kultu otworzył tajemne przejście i uciekł. na wasze szczęście walka była krótka i zwycięska więc czym prędzej ruszyliście za uciekinierem.

Biegliście niewielkim tunelem, którego wymiary dawały wam przewagę nad ledwo mieszczącym się w nim człowiekiem. Byliście coraz bliżej, już widzieliście jego plecy, bliżej, już słyszeliście jego świszczący oddech, gdy nagle wskoczył do jasno rozświetlonego pomieszczenia, które pojawiło się na końcu tunelu. Wypadliście z niego w pełnym biegu by… stanąć twarzą w twarz z kilkunastoma strażnikami miejskimi. Zbyt późno zorientowaliście się w sytuacji, że oto ścigany przez was człowiek pokazuje was strażnikom, że zostaliście otoczeni… W takiej sytuacji walka nie miała sensu. Poddaliście się i wrzucono was do miejskiego lochu.

Comments

TarMorgul

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.