Die Große Kampagne

Teil VIII

Szczury pod podłogą...

11 – 15 Vorgeheim 2510

W drodze do Talabheimu bohaterowie zatrzymali się na nocleg w Mullerstadt – niewielkim miasteczku jakich wiele jest rozsianych przy głównych imperialnych szlakach – słynącym na całą prowincję ze swych młynów. Pogoda była straszna: ulewny deszcz i zimny wicher skutecznie ostudził zapał podróżników tak, że postanowili przeczekać w miasteczku aż do nastania lepszej pogody, a jako, że po ostatnich wydarzeniach w Geshburgu mieli pełne sakiewki nie musieli się niczym przejmować.

Nazajutrz po deszczowej nocy bohaterowie zastali wstrząśniętych mieszkańców miasteczka przed karczmą. W nocy ktoś zamordował wszystkich czterech strażników, którzy pilnowali prowizorycznej palisady robiącej tam za mur. Ciała zostały już zaniesione do świątyni Sigmara ale nikogo do nich nie dopuszczają, co tylko zwiększyło zamieszanie. Mieszczanie za owe zabójstwa winili albo dzikie bestie, albo (ponoć) nie mniej dzikich mieszkańców sąsiedniego miasteczka, którzy chcą wyrugować ich z interesu.

Śmierć – niestraszna naszym bohaterom – nie sprawiła bynajmniej że postanowili nagle wyruszyć w dalszą drogę, tym bardziej, że pogoda zrobiła się jeszcze bardziej podła i teraz słońce już nawet na chwilę nie wyjrzało zza gęstego całunu chmur. Dlatego też cały dzień przesiedzieli przy kominku w karczmie racząc się grzanym winem i pieczonymi królikami.

Następny dzień powitał ich mgłą, mżawką i strasznymi historiami o tym jak tej nocy ktoś zaatakował trzy najbardziej oddalone młyny zabijając wszystkich w środku, niszcząc co się tylko da i gdyby nie deszcz pewnie zostałyby również spalone. Zaraz z rana zostali też wezwani przez burmistrza – Theo Gottschnitta – który załamując ręce prosi ich o pomoc. Wszyscy w mieście są przerażeni ostatnimi wydarzeniami i coraz więcej ludzi obwinia sąsiednie miasta, lecz on nie wierzy, że to mogli zrobić mieszkańcy okolicznych miejscowości, oni zaś wyglądają na osoby, które nie boją się zmierzyć z tajemnicą tych ataków.

Daje im pozwolenie na dostęp do ciał leżących w podziemiach świątyni Sigmara i do zniszczonych młynów. Od razu też wzięli się do roboty i w ciągu dnia odwiedzili zarówno wszystkie trzy zniszczone młyny oraz zbadali ciała leżące w świątyni. Dziwne rany i ślady w młynach nic nie mówiły, lecz Gorim już słyszał o tym. Dawno temu, w czasach gdy miał jeszcze dom, słyszał opowieści o zabójcach nocy, o tych którzy atakują znienacka niszcząc i zabijając – o szczuroludziach, które w Imperium są traktowane jako bajka, którą straszy się dzieci. On jednak wiedział, że Skaveny są prawdziwe i właśnie z jakiegoś powodu atakowały wioskę

Czym prędzej wrócili do burmistrza i powiedzieli mu o swoich spostrzeżeniach, a ten im uwierzył. Obiecał im zapłatę za pomoc i poprosił by wsparli nieliczne oddziały miejskie w obronie młynów, które są życiem dla miasteczka. Wraz z dwojgiem ludzi udali się więc do oddalonego od miasta młyna Ollendera, gdzie przygotowali się na odparcie każdego możliwego ataku. Noc mijała, cicha, groźna, niebezpieczna. Noc w której szczuroludzie wdarli się do miasta zabijając tych, którzy stanęli im na drodze i porywając niemal trzydzieści kobiet w różnym wieku. Lecz młyn w którym czekali był bezpieczny i dopiero gdy rano weszli do miasta zobaczyli zniszczenia, śmierć i lament.

Ktoś widział jak skaveni uprowadzili kobiety do jaskiń za miastem, dlatego też każdy kto mógł nosić broń chwycił ją i tak sformował się oddział trzydziestu mężczyzn, którzy co prawda byli zdjęci strachem, lecz każdy z nich stracił kogoś tej nocy. Bohaterowie dołączyli do oddziału i przed południem dotarli przed jaskinie. Kowal przewodzący oddziałowi chciał atakować z krzykiem na ustach – i tak zginęliby wszyscy w pułapkach zastawionych w jaskiniach. Burmistrz chciał czekać aż wyjdą w nocy – tak zginęłaby reszta niebronionego teraz miasta.

Jednak zupełnie inny pomysł miał Oskar – wykurzyć wroga z legowiska i zmierzyć się na własnych zasadach. Szybko naniesiono chrustu i mokrej słomy i po początkowych trudnościach podpalono kilkanaście ognisk dym których przesłonił wejście do jaskiń. Na szczuroludzi nie musieli długo czekać, gdyż już po chwili wypadli wielką siłą. Walka była długa i trudna, gdyż skaveni nawet pomimo przewagi liczebnej ludzi byli urodzonymi wojownikami i kto wie jak potoczyła by się potyczka gdyby nie wsparcie naszych bohaterów, którzy wnieśli duży wkład w ostateczny wynik.

Kolejny dzień, kolejne zwycięstwo… gdy mieszkańcy Mullerstadt powoli wracali do normalnego życia i odbudowywali swoje zniszczone miasto nasi bohaterowie byli już w dalszej drodze do Talabekheim.

Comments

TarMorgul

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.